RSS
czwartek, 05 listopada 2009
Ostatnia notka

Niniejszym ogłaszam (jeśli oczywiście jest komu) zakończenie pisania tego bloga. Po pierwsze nie mam dla niego czasu, po drugie ze tak powiem zmieniiły sie moje życiowe aspiracje. Nie zostane lekarzem, to nie dla mnie. 4 lata marzeń ida sobie pa, pa, Ale ja sie ciesze że idą:) Moje życie odwróciło sie do góry nogami, moja wieża budowana przez tyle lat z mocnej cegły została rozcieta zwykłymi nożyczkami. Oj jak ja Bogu dziękuje za to rozciecie:)  Świat nie stoi na mnie, jak dobrze że to zrozumialam. Idę działać, idę służyć, zaczynam w końcu prawdziwie żyć!

Jezus jest Panem!!!!

 

piątek, 18 września 2009
Jak ciche dziecko jest we mnie moja dusza:)

Jestem dzisiaj bardzo szczęśliwa:) Na spotkaniu KSMu ksiądz poprosił mnie żebym powiedziała świadectwo o moim członkostwie w Ruchu Czystych Serc. Bardzo się ciesze że je powiedziałam, było ciężko się przełamać ale warto. Oczywiście strasznie sie stresowałam ale jakos wiedziałm co mówić. Chyba ruszyło ludzi to co powiedziałam, nie owijałam w bawełne. Ja nie jestem świeta, ciągle upadam, grzeszę, wpadam w duchowe błoto ale walczę, nie sama walczę bo jest ze mna Bóg.

 

"Powierz Panu swą drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał" Ps 37

poniedziałek, 14 września 2009
"...herbata czarna myśli rozjaśnia..."

No wiec jestem:) z Duuuuużym opuźnieniem ale zamierzam coś napisać o pielgrzymce. czemu dopiero teraz? hmm... dużo sie działo i weny mi brakło a teraz gdy jestem chora i siedzę w domu to mi tak przyszła ochota na pisanie. No wiec jak już pisałam wyruszyliśmy 17 sierpnia, pobódka o 3.30 dojazd do Tarnowa z mega ekipą w autokarze, Msza Świeta na rozesłanie i w drogę:) jaka to jest radocha gdy idzie sie przez ulice miasta i śpiewa "Takiegło Jonicka serusko by kciało, co by se zatońcy, zaśpiwoł wesoło!":) to jest poprostu odlot, cała grupa czyli 400 osób z  hakiem wydziera sie na całe gardło i nie wazne czy śpiewa to 60-letnia pani X która ma już dawno swojego Jonicka, czy dziewczyna 15-letnia czy chłopczyk 7-letni który ze względu na płeć Jonicka raczej nie szuka:P Zabrakł bi mi tygodnia żeby wypisac wszystkie piosenki które śpiewaliśmy. Wspomnę jednak o sławetnych postojach na których zamist odpoczywać śpiewalismy na całe gardło. Ksiadz Michał nie oszczędzał gitary, my nie oszędzalismy głosu:) Efektem tych postojów jest moja nieziemska miłość do piosenek Starego Dobrego Małżeństwa i innych zespołów których jakos dawniej nie słuchałam a teraz nie wyobrazam sobie dnia bez choćby jednej piosenki wysłuchanej lub zaspiewanej przeze mnie:P zdolności wokalnych to ja absolutnie nie mam ale w koncu śpiewac każdy może:D wieczorem po rozłożeniu sie na noclegu (szkoła, sztodoła, budowa lub dom) zbieralismy sie na apel. Miejscem była łąka, bojsko a nawet podwórko pewnych gospodarzy. modliliśmy sie, robiliśmy rachunek sumienia, śpiewaliśmy Apel Jasnogórski trzymając się za ręce. Potem było duzo śpiewu i tańce, belgijski i pingwinek to jest to:D Grzechem było by nie wspomnieć o naszej góralskiej kapeli która grała cudownie, na apelach były góralskie potańcówki:) Nie macie pojęcia jak czas na pielgrzymce szybko płynie, człowiek próbuje zatrzymać każdą sekundę. I nie ważne, że na nogach po 50 km przebytej drogi są zdymki, ludzie uśmiechaja sie do siebie, porzyczaja maści, bandazują bratu lub siostrze nogi (na pielgrzymce jest taka zasada ze mówimy do siebie per bracie / siostro). Posiłki jedlismy wspólnie, tzn każdy wyciagał co miał, chleb i herbatę rozdawali nam codziennie. Ktoś miał serek topiony, ktoś konfiturę, jakiś ksiądz przyniósł drożdżówki:) i siadalismy razem, przynajmniej 10 osób, w porywach do 30 (zależy jak sie rozlokowalismy na postoju) i zaczynalismy wspólny posiłek. Była niepisana zasada że siostry robią kanapki braciom,no wiec  było tak ze część męska o wiele mniejsza przynosiła chleb i herbatę, do tego cos słodkiego a my robiłyśmy kanapki. Musze przyznać ze jak sie jadło po troche od każdego to wychodziła niezła mieszanka. Np. dzień czwaryy śniadanie: kanapka z pasztetem, kanapka z dżemem, pół kebaba od ksiedza Tomasza bo nie mógł dojeść (rarytas!), pół jogurtu od S., nektarynka,  mleko i drożdżówka i o dziwo nie bolał mnie brzuch:) Hitem były żeberka Sokołów które wraz z zestawem do podgrzewania (takie palące sie kostki i blaszka którą trzeba było ułożyc w stojak i położyc na nim puszkę). Żeberka te otrzymał ksiadz Michał od I., ona wytrzasneła to od taty, który jest w grupie poszukiwawczej  i dostaje takie wyposazenie na wyjazdy w teren. Zważywszy ze przygotowywałam ten jakze wysmienity posiłek (mieszałam żeby sie nie przypaliło:P) zostałam upoważniona do spożywania tegoż posiłku. Jednak było cos co utrudniało mi jedzenie: ksiadz dostał łyżke a ja mialam widelec, tu potrzebne jest dopowiedzenie że z tymi żeberkami było bardzo dużo sosu. Ominęłam jednak tą przeszkode maczajac sobie chleb w tym sosie (miodzio!). Ksiądz jednak odpatrzył ode mnie mój genialny pomysł i zjadł mi pół chleba:D Acha, dnia drugiego wieczorem niestrudzona Emilka dostał gigantycznej chrypki:( nie opuscila mnie ona do końca pielgrzymki a nawet trwała jeszcze pare dni po powrocie.  Wydawało by się ze po spiewaniu, a tu suprajs bo Emilka omijając wysokie i niskie dźwieki coś tam po swojemu śpiewała, a nawet bardzo głośno:P Myśle ze moge tu nadmienić że w pielgrzymce tej brała ze mą udział Mini-ma, mam nadzieję że jest zadowolona i jakos ze mna wytrzymywała 24h na dobę:P Dnia czwartego nasza grupa prowadziła liturgię Mszy Świetej. Był to dzień modlitwy za Ojczyzne więc przed Msza było nabozenstwo właśnie za Ojszyzne. Ksiądz Michał wybrał kilka osób do czytania rozważań, a ja ze wybierał ludzi trzeciego dnia gdy już miałam chrypę, byłam pewna ze mnie nie dołapie. Pomyliłam sie. kazał mi czytać litanie (sam ją ułożył, naprawde piękna mu wyszła). To była najdłuższa część do czytania, postawiłam warunek że przeczytam jeśli odzyskam głos. Głosu w pełni nie odzyskałam, a czytac musialam. Pan akustyk bardzo dobrze mnie nagłośnił i nie wiem czy pewne siostry mówiły prawde ale powiedziały mi że jak czytałam to mury drżały i i ciary szły po plecach. Rzeczywiście, gdy odmawialiśmy tą litanie to było słychać tylko mnie i odpowiedź tłumu na wezwania. Piękny był to dzień:) Siódmego dnia był "pielgrzymkowy chrzest", ja nie byłam chrzczona bo na pielgrzymkę poszłam już drugi raz. Jednym z ciekawszych momentów chrztu było polewanie kotów (czyli tych co są pierwszy raz) wodą spod ogórków:) Była jazda:D Na pielgrzymce chyba najważniejsza jest codzienna Msza Świeta, głeboko przeżyta, człowiek przyjmuje do serca Boga i juz nic nie jest straszne. Wiara sprawia że każdy jest pewien że  w tej okruszynie chleba jest jego Pan, Bóg przychodząc daje siłe nie tylko do pielgrzymowania ale do codziennej drogi w ciagu roku. Ważna też jest spowiedź, na pielgrzymce raczej nie ma konfesjonałów, trzy razy je tylko widziałam (w Tarnowie,  4 dnia gdy była Msza pod kościołem i w Częstochowie). Ta spowiedź jest niezwykła , ludzie(w tym ja) spowiadaja sie w drodze, czasem nawet godzine i dłuzej. Ksiadz ma czas, pomoże, doradzi. I wspólna modlitwa, idąc przez miasto widzi sie ludzi patrzących z niedowierzaniem że ponad 400 osób może się tak skupic na nabożenstwie Drogi Krzyzowej. Każdy dzień, każda chwila jest niezapomniana ale chyba najważniejsze jest wejście do Mateczki. Dzień dziewiaty, duza cześć grupy w strojach, oczywiscie ja również w stroju (stroje były rózne: góralskie, podchalańskie, lachowskie). Postój na hektarowej i 2 godziny tańca do góralskiej muzyki, w życiu sie tak nie wytańczylam:) Potem śpiewy i tańce w drodze (da sie tańczyć na ulicach:D). Śpiewalismy tak głośno że przekrzyczeliśmy wszystkie grupy:D I najważniejsze momenty: leżenie krzyżem na trawie, piachu (nikt nie partrzył ze sie ubrudzi) przed murami Jasnej Góry, tak kłaniają sie Mateczce górale! , potem przejście przed cudownym Obrazem, nie mozna sie zatrzymywac, przechodzimy tylko powoli bo jest nas dużo, oddajemy Matce wszystkie intencje z którymi przyszliśmy. Niezapomniany moment. Nie mogę też zapomnieć że po oddaniu pokłonu Matce Bożej czekaliśmy prawie godzine na wejscie do kaplicy Cudownego Obrazu. Czas ten oczywiście górale spedzaja na tancach, ależ ja byłam zmeczona ale było warto:D potem Msza Świeta z naszym diecezjalnym biskupem i rozesłanie do domów by na codzień świadczyć o Jezusie. Powrót do domu autokarem skończył sie dla mnie taaaaaka śmiechawą, myślałam ze mi przepona pęknie. Tekst przewodni powrotu to "co z nami będzie gdy znajdziemy się na zakręcie??" :D

Ogólnie podsumowując pielgrzymkę było zarąbiście, rewelacyjnie, cudownie i co jakważniejsze tak blisko Boga. Za rok idę napewno, może ktos skusi się i wyruszy razem z nami?? Zapraszam:) 20 wrześnie mamy spotkanie popielgrzymkowe, juz sie doczekać nie moge:) teraz próbuję żyć dobrze i wierzę ze "wszystko mogę w Tym, Który mnie umacnia." walczę i powierzam Panu moje marzenia, On wie co z nimi zrobic.

Ps. tytuł mojego wpisu to fragmencik piosenki SDM pt." Blus o 4 nad ranem"

niedziela, 16 sierpnia 2009
Na pielgrzymkę wyruszyć czas:)

No wiec w dniach od 17 do 25 bede w trasie na Jasną Górę, szykuje się niezła jazda, najpiękniejsze 9 dni w roku:D najpiękniejsze bo przeżyte z Bogiem:) jak wrocę to opiszę jak było. intencji mam mnóstwo, będę sie modlić za mnie i parę innych osób żebyśmy sie dostali na medycynę, żeby Bóg dał nam siłe do nauki. On zna nasze marzenia i jeśli ich spełnienie ma być nasza drogą to On te pragnienia spełni. Mykam spakować bagaż na droge (ten duzy już oddałam). Będę sie modlić za wszystkich którzy czytają moje wypociny na tym blogu. Buziaki:*

sobota, 08 sierpnia 2009
gdy mnie nie ma..

Oj chwilę mnie tu nie było. Nawet dość sporą chwilę. Troche sie u mni działo.... Przede wszystkim jestem z siebie dumna bo udało mi sie w końcu zabrac do porzadnej nauki. nie tak troche, nie chwilę tylko tak porzadnie zaczać sie uczyć. Owszem nie jest cudownie bo ciągle dopada mnie lenistwo ale jakoś sobie z nim radzę. Niecałe 9 miesiecy pozostalo do 4 maja, dnia gdy zacznie sie sprawdzanie tego co umiem, tego czy tylko gadam o marzeniach czy robię wszystko by się spełniły. Ten u Góry wie jak bardzo chcę tej medycyny, tej służby drugiemu człowiekowi. Moze to zabrzmi mało oryginalnie, ale ja po prostu chcę pomagac ludziom dlatego tak walcze o to by zostac tym lekarzem. Niczego w życiu tak nie pragnęłam. Będę walczyc do końca, do ostatniej nie przespanej minuty. Tylko to sie liczy:) mykam bo trzeba dom posprzatać:P I taka ładna pogoda dzisiaj może spacer???

 

niedziela, 26 lipca 2009
"Jestem powątpiewaniem w sens, formą ponad treść..."

Mini-ma mnie zabiję bo tytuł tej notki to fragment piosenki której ina bardzo nie lubi a ja ją uwielbuiam wyć:P Mini-ma miej litość:D Ja czasem wątpie w sens tego wszystkiego. nie chodzi mi tylko o walke o medycyne ale  ogólnie o moje istnienie na tym świecie, "po co tutaj jestem, ile mnie potrzeba, pomóż mi zapomnieć kontrolowanie niemyślenie, nic nierobienie". Czy ja czasem nie chcę za dużo od życia, czy moje życie nie jest puste?? Nie umiem uciec od tych pytań, to chyba szukanie drogi i sensu. Może takie myśli mi przychodzą ze wzgledu na porę......... ciemna noc a ja nie mogę spać..........jestem zmęczona ale oczy nawet nie myśla o zamknięciu. Nachodzą mnie przemyślenia, drecza i dręczą. Chyba się zajmę biologią żeby ten nieprzespany czas jakoś zapełnić. I już nie zastanawiać się dlaczego to, dlaczego tam to, nie rozpamiętywać przeszłości której nikt nie zmienie. Mam taką wadę ze rozgrzebuję w sobie stare rany. Musze z tym skończyć. Mykam do enzymów. Jutro szalony dzień. Tym co dzisiaj mogą śnić zazdroszczę.

niedziela, 19 lipca 2009
Chora:(

Umieram........ po prostu umieram......... o zgrozo. Połączenie grypy żoładkowej z jelitową i duża Emilka nie opuszcza prawie kibla:P nie mam na nic siły, nie mogę nic zjeść, bo wszystko zwracam. Mam piękny zielony odcień twarzy, nazwałabym go wiosennym:P Zaraziłam się od babci. Przywiozła to dziadostwo z senatorium, mordowało ją nieźle no wiec ja sie nia opiekowałam przez  3 dni. Takie coś jak ma sie 83 lata to naprawdę masakra. Babci już prawie zdrowa ale za to wnusia cierpi. Nic, trzeba swoje odchorować.

Odbyłam dzisi motywujacą rozmowę z Ch. będzie moim motywatorem, nadzorcą i trenerem:D Zaczynam brać sie w garść bo ostatnie dnni były baaaardzo leniwe. Walka trwa. Ch. dzięki:*

Ekipa na pielgrzymkę zaczyna się zbierać, to nie bedzie normalna pielgrzymka, to będzie 9 dni z brzuchem pękającym ze śmiechu:D

Idę zjeśc jakąś chrupkę, moze jej nie zwrucę. A tak w ogóle to chyba sie odwodniłam. Niestety nie jestem ciekawym przypadkiem medycznym... zwykła sraczka i rzygaczka:P

Mimo niedogodnosci i stanu zdrowia postanawiam dzisiaj skończyć dzisiaj fizjologie roślin z operonu, zaczać powtarzać 1 klasę z biologii, zrobić troche zadan z chemii, powtórzyć coś z angola i kilka zadan z matmy zrobić bo jako rocznik doświadczalny muszę pie... matmę zdawać:P duzo tego ale dam radę:) wierzę w to:)

sobota, 11 lipca 2009
list

Chciałabym umieścić tu tekst pewnej piosenki. ma ona tytuł "List do Boga". Tekst powstał na podstawie wpisu do pamietnika pewnej dziewczyny.

"I. Drogi Boże piszę chociaż kilka słów, innym razem napiszę więcej. Na początku życzę Ci wszystkiego dobrego i pozdrawiam Cię najgoręcej. Tak się jakoś złożyło że nie miałam okazji podziękować za list coś mi przysłał. Miałam dużo pracy, miałam dużo nauki, także piszę dopiero dzisiaj.

Ref. U mnie wszystko jak dawniej tylko jeden samobójca więcej, tylko jedna znów rodzina rozbita, tylko życie pędzi coraz prędzej. Gdzieś obok rozbił się samolot, trochę dalej trzęsła się ziemia.
Kiedy patrzę na to wszystko tak jak dziś...

II. Tak w ogóle to przepraszam Cię bardzo za to, że tak długo milczałam, lecz dopiero dzisiaj zaczynam rozumieć biblię, którą mi przysłałeś. Wczoraj odszedł ode mnie przyjaciel, z którym tak wiele mnie łączyło. I dopiero dzisiaj zaczynam doceniać czym jest życie i prawdziwa miłość.

Ref. U mnie wszystko jak dawniej tylko jeden samobójca więcej, tylko jedna znów rodzina rozbita, tylko życie pędzi coraz prędzej. Gdzieś obok rozbił się samolot, trochę dalej trzęsła się ziemia.
Kiedy patrzę na to wszystko tak jak dziś...
U mnie wszystko jak dawniej, tylko świat jest niekolorowy, tylko życie pędzi coraz prędzej, tylko ludzie szybciej tracą głowy. Gdzieś obok rozbił się samolot, tochę dalej trzęsła się ziemia.
Kiedy patrzę na to wszystko tak jak dziś...

Ref. U mnie wszystko jak dawniej tylko jeden samobójca więcej, tylko jedna znów rodzina rozbita, tylko życie pędzi coraz prędzej. Gdzieś obok rozbił się samolot, trochę dalej trzęsła się ziemia.
Kiedy patrzę na to wszystko tak jak dziś..."

 

Lubię bardzo tą piosenke, niby prosta ale porusza.

Sobotni wieczór...... dom posprzątany, obiad ugotowany, pranie zrobione. powiedzmy koniec pracy na dzisiaj. Został tylko arbuz do pochłonięcia i duuuuużo przemyśleń:)

poniedziałek, 06 lipca 2009
Na linie nad przepaścią tańcz.....

Tak więc sobie tańcze. Balansuję by nie spaść,  nie mam czego sie chwycić.Jestem nad przepaścia, nie ma nikogo, kto by mnie przeprowadził  po tej linie. Ciemno i cicho.... Nie umiem zawołać o pomoc.

Wiem, że dziwnie brzmi to co napiałam, ale  Ten u góry chyba rozumie o co mi chodzi....

Ide walczyc. Dzisiaj powtórka z człeka... nerwowy:P

czwartek, 02 lipca 2009
....

Notka ta nie będzie oszołamiająco długa. Nie mam siły tworzyć tu epopei. Chcę tylko dać zna życia. Egzystuję ciągle, próbuję wziąć się w garść. Czas leci, smutno mi bo nie mogłam pojechać do Dębowca na spotkanie młodzieży. bardzo tego potrzebowałam. Niestety nie wszystko można mieć, nie wszędzie można być. Idę coś jeszce pczytać. moze jakoś to będzie. Wszystkim maturzystom życzę powodzenia w rekrutacji:)

 
1 , 2 , 3